Są to pytania, na które każdy z nas, artystów, musi szczerze odpowiedzieć przed samym sobą.
Na ile my, polscy artyści siedzący wygodnie w swoich ciepłych warszawskich pracowniach, mamy moralne prawo względem naszych ukraińskich braci do wycierania swoich artystycznych gęb ich bólem i cierpieniem? Czy tworząc teraz prace poświęcone tej bestialskiej wojnie, której jednak osobiście nie doświadczyliśmy, kierujemy się szczerymi pobudkami czy zimną kalkulacją, wyrachowaniem, chęcią zaistnienia w ramach nowego trendu w świecie sztuki? Czy nie dotykamy w tych pracach jedynie powierzchni, nie schodząc w głąb? Na ile to jest uczciwe? Na ile PRAWDZIWE? Czy nie pasożytujemy na przelanej w ostatnich tygodniach krwi?
Nie jestem przeciwniczką sztuki wynikającej z doświadczenia wojny. Podkreślam jednak – wychodzącej z głębi doświadczenia.
Przykład.
Codziennie oglądam na Instagramie kolejne nieziemsko poruszające akwarele wojenne, które maluje Danylo Movchan – i w ich przypadku nie mam absolutnie żadnych pytań. Jest w nich czysta, ponadjednostkowa i zarazem osobista PRAWDA, prawda okrutnego, niezasłużonego bólu, cierpienia, śmierci, czasem też nadziei. Te akwarele dotykają sedna i nie pozwalają pozostać obojętnym.