Kochamy wielkich indywidualistów i ich dzieła. Niepowtarzalne, wyjątkowe wytwory, których nie sposób pomylić z wytworami kogokolwiek innego, są obiektem pożądania zarówno odbiorców i nabywców, jak i samych tworzących. Kolekcjonerzy najchętniej kupują dzieła z odpowiednio rozpoznawalnym nazwiskiem, a większość artystów jest gotowa sprzedać swoją duszę, byle tylko dać się zauważyć i zapamiętać. Oczywiście to tylko jedne z przejawów szerszego zjawiska obejmującego rozmaite sfery życia nieraz daleko wykraczające poza sztukę.

Kiełkujący w początkach nowożytności kult jednostki i jej indywidualności znajduje się obecnie w pełni rozkwitu. Nie mgliste pojęcie ludzkości, a człowiek-osoba znajduje się w centrum naszego zainteresowania i kształtuje nasze doświadczanie świata. Na szczycie hierarchii wartości stoi ‘ja sam(a)’, przez którego pryzmat oceniamy świat zewnętrzny. Najbardziej fascynujące czy godne podziwu wydają nam się osoby, które życie w zgodzie ze swym ‘ja’ realizują najpełniej. Cenimy ludzi wyjątkowych, których ‘ja’ jest inne.

Czasem jednak dajemy się zwieść i zaczynamy postrzegać widoczne na powierzchni przejawy indywidualności w sposób oderwany od całości. Wtedy to, co zewnętrzne, łatwe do dostrzeżenia, fałszywie możemy uznać za jej sedno. W takim przypadku stajemy się ślepi na złożoną pełnię zjawiska. Dlatego proponuję, żebyśmy zastanowili się teraz nad samą istotą indywidualności.

Słowo ‘indywidualność’ momentalnie przywodzi na myśl cechy takie jak wyrazistość, niepowtarzalność, wyjątkowość. To, co indywidualne, zdecydowanie się wyróżnia, jest specyficzne, właściwe tylko jednej osobie i tym samym zwraca na siebie uwagę otoczenia. Tyle mówi nam nasze nieuzbrojone oko. Jednak po chwili zastanowienia stwierdzimy, że podana charakterystyka nie wyczerpuje tematu, zaledwie ślizgając się po jego powierzchni. Dzieje się tak, ponieważ indywidualność stanowi przede wszystkim czysty, niepowtarzalny wyraz osobowości konkretnego człowieka i to właśnie decyduje o jej istocie i wartości.
Sprawdźmy zatem, jak powyższe wnioski mają się do tego, co w praktyce uznajemy za przejawy indywidualizmu.

Łatwo dostrzeżemy, że – w pewnym uproszczeniu – zarysowują się dwa odmienne schematy.
Z jednej strony możemy zaobserwować indywidualność pełną, która jest w swej istocie naturalna, tj. powstaje niejako organicznie, w ścisłym związku z wielowymiarową ewolucją danego człowieka na przestrzeni życia, stanowiąc jej mimowolny wynik i odzwierciedlając głębię dotychczasowych doświadczeń. Nie jest czymś nagle powstałym ani otrzymanym, przeciwnie – to wynik długotrwałego procesu, który nie ustaje aż do śmierci. Taka indywidualność rozwija się, zmienia, żyje.
Z drugiej strony zaś można spotkać indywidualność świadomie (u)kształtowaną, zaprojektowaną przez człowieka. Taka indywidualność zwykle jest skoncentrowana przede wszystkim na tym, co zewnętrzne (np. wyróżnianie się za wszelką cenę), i, co za tym idzie, niepełna. Brakuje jej głębi. Jest dziełem pozornie skończonym, niepomyślanym jako coś ulegającego przemianom. Jest próbą urzeczywistnienia wizji czy marzeń danej osoby względem tego, jak pragnie być postrzegana (przez innych lub przez samą siebie).

Powyższe rozważania mają swoje przełożenie na najróżniejsze sfery życia, ale szczególnie wyraźne odzwierciedlenie znajdują w świecie sztuki. W rozmaitych dziedzinach artystycznych niezwykle ceni się dzieła odznaczające się charakterystycznym indywidualnym rysem, a odbiorcy bywają nie mniej zafascynowani wyrazistymi osobowościami samych artystów. Z tych powodów artyści często odczuwają przymus wyróżniania się, które wydaje się niezbędne, aby mogli odnieść tak zwany sukces.

Niestety część twórców i osób wartościujących sztukę wydaje się skupiać jedynie na zewnętrznych aspektach owej jakże pożądanej odmienności. Prowadzi to do tego, że wielu artystów kreuje swoją „indywidualność” w sposób sztuczny, czy wręcz wymuszony, za wszelką cenę dążąc do swojego niepowtarzalnego „trochę inaczej”, które odróżniłoby ich twórczość od reszty (>tutaj< pisałam o ściśle związanym z tym problemem kulcie nowatorstwa). Tak zaprojektowana indywidualność nie jest zatem szczera ani uczciwa, nie wyraża prawdziwej złożoności ludzkiego doświadczenia. Jest pusta i ulotna jak bańka mydlana. Czysta forma pozbawiona autentycznej treści.
Jej twórcy, karmiąc się swoim egoizmem i narcyzmem, wydają na świat miałkie dziełka mające jedynie pozory wyjątkowości.

Znamienne, że niejeden znakomity twórca i wielki indywidualista zwracał uwagę na szkodliwość nadmiernego koncentrowania się na własnej indywidualności przez artystów. Na przykład w pismach Y. Kleina czytamy:

“out of a desire at any cost to save their individual personalities, they kill off their spiritual individualism and thereby lose their Life!”[1]

Skupienie artysty na powierzchownie rozumianej indywidualności i przywiązanie do niej może przynieść skutki wręcz odwrotne od zamierzonych, niszcząc istniejący w nim zalążek głębokiego – duchowego – indywidualizmu.
Pogoń za indywidualnością tak charakterystyczna dla artystów XX i XXI w. została określona z kolei przez J. Nowosielskiego „jedną z największych chorób w sztuce współczesnej”[2]. Twierdził:

„Jestem przeciwnikiem tworzenia indywidualności – swojej własnej indywidualności – w sposób programowy, na siłę. Jestem przeciwnikiem zbyt wielkiej troski o stworzenie swojej indywidualności. To jest sprawa, która powinna się dziać sama, poza troską malarza. Jeżeli malarz ma indywidualność, to ona będzie, jeżeli jej nie ma, to nic nie pomoże jej kształtowanie świadome i staranne”[3]

Owa kształtująca się niezależnie od woli artysty indywidualność jest indywidualnością pełną, autentyczną, naturalną. Jest odzwierciedleniem życia.

Źródło autentycznej indywidualności twórczej leży w szczerym dążeniu do wyrażenia prawdy artystycznej. Ponieważ takie poszukiwania są z natury jednostkowe i indywidualne, na ich przestrzeni ma szansę wyłonić się prawdziwa i niepowtarzalna osobowość twórcza. Im mniej przy tym artysta będzie przejmować się swoją oryginalnością lub jej brakiem, tym lepiej dla niego i jego pracy.


[1] Yves Klein, Overcoming the Problematics of Art. The Writings of Yves Klein, translated and with an introduction by Klaus Ottmann, Thompson, Conn. 2016,  s. 61.

[2] Jerzy Nowosielski, Sztuka po końcu świata. Rozmowy, wybór i układ Krystyna Czerni, Kraków 2012, s. 113.

[3] Jerzy Nowosielski, Listy i zapomniane wywiady, Kraków 2015, e-book.