Wielu współczesnych artystów uznaje piękno za przeżytek, a dążenie do uchwycenia go w sztuce za przestarzałą postawę. Swoimi poglądami i działaniami twórczymi opowiadają się często po stronie sztuki zaangażowanej, będącej odpowiedzią na aktualne problemy, bądź skupiają się na walce z estetycznym wymiarem sztuki (w różnym stopniu łącząc ze sobą oba te podejścia). Piękno w sztuce jest według nich nie tylko zbędne, ale wręcz bywa szkodliwe. Uważam, że w dużej mierze pogląd ten wynika z pomylenia pojęć i niedostatecznie pogłębionej refleksji. Należałoby zacząć od podstaw, czyli zdefiniowania pojęć, dlatego w pierwszej kolejności zastanówmy się nad tym, czym tak właściwie jest piękno.
Zaobserwowałam, że piękno w rozumieniu artystów je negujących charakteryzuje się powierzchownością, skupieniem na formie zamiast treści, dekoracyjnością. Jest pewnym zestawem cech odbieranych zmysłami, który ma wywołać w odbiorcy uczucie przyjemności. Sztuka odznaczająca się tak rozumianym pięknem jest po prostu ozdobą. Takiej postawie artystycznej ja również się sprzeciwiam, gdyż nie niesie ona ze sobą żadnych głębszych wartości. Uważam jednak, że w takim przypadku nie należy mówić o pięknie, a jedynie o pustej estetyzacji.
Istnieje wszelako jeszcze inny, pełniejszy sposób pojmowania piękna. Według niego o pięknie można mówić wyłącznie wtedy, gdy warstwa estetyczna jest pogłębiona o pierwiastek niematerialny. W takim przypadku zespół cech postrzegalnych zmysłowo ma na celu wywołanie duchowego rezonansu w odbiorcy. Doświadczenie tak rozumianego piękna zostało trafnie ujęte przez rosyjskiego filozofa Siemiona L. Franka, zdaniem którego, obcując z pięknem, „dostrzegamy w realności zewnętrznej coś pokrewnego naszej intymnej głębi”[1]. Tak oddziałujące piękno jest ściśle związane z ludzką duchowością rozumianą jako świat wewnętrznej wrażliwości każdego człowieka, niezwiązany z żadną konkretną religią[2]. Bywa nazywane pięknem prawdziwym – na potrzeby własnych tekstów określę je jednak mianem piękna głębokiego. Nie jest ono wartością samą w sobie, tylko postrzegalnym przejawem tego, czego nie jesteśmy w stanie doświadczyć zmysłami.
Pierwiastek niematerialny tkwiący w
pięknie głębokim może być trudny do spostrzeżenia i uchwycenia, gdyż wymaga od
odbiorcy wrażliwości, otwartości, zdolności do skupienia. Z tego powodu wielu
artystów o nim zapomina, nie zauważa go, bądź ignoruje. Stąd właśnie bierze się
mylne i krzywdzące utożsamianie piękna z estetyzacją. Musimy zdać sobie sprawę
z tego, iż wykraczającym daleko poza granice sztuki problemem współczesnego świata nie jest piękno, a powierzchowność (niejednokrotnie
mylona z pięknem). To, co powierzchowne, ma niewiele wspólnego z pięknem
głębokim, natomiast bardzo dużo z kiczem. Ułudą jest zatem walka z
powierzchownością poprzez negację piękna. Negacja piękna nie jest
przeciwstawieniem się powierzchowności – odwrotnie, jest jej niezwykle bliska,
gdyż oprócz warstwy estetycznej odrzuca również głębię oddziaływania
niematerialnego. Dlatego, przeciwstawiając się wszechobecnej powierzchowności,
staję po stronie piękna głębokiego, za sprawą którego sztuka może pielęgnować i
pobudzać wrażliwość duchową człowieka.
[1] Siemion L. Frank, Niepojęte. Ontologiczny wstęp do filozofii religii, przeł. Teresa Obolevitch, Tarnów 2007, s. 219.
[2] Świadoma i dojrzała postawa ateistyczna również może być źródłem bogatego życia duchowego.